Szpitalna codzienność poronień.
Historia trzecia.

Moja historia (w skrócie):

26.11.2014 - na kontrolnym usg w prywatnym gabinecie lekarz stwierdził zatrzymanie akcji serca płodu.

27.11.2014 - zgłosiłam się o 7 rano (na czczo) do pierwszego szpitala (w Krakowie). Po rejestracji i trzech godzinach oczekiwania dowiedziałam się, że niestety nie mogą mnie przyjąć z powodu braku miejsc (chociaż miałam skierowanie).

Ok.godz.11 zgłosiłam się do kolejnego szpitala, z takim samym skutkiem. Przez czas oczekiwania pooglądałam sobie szczęśliwe mamy z noworodkami chodzące po korytarzu.

28.11.2014 – zjawiłam się w trzecim z rzędu szpitalu (również o 7 rano), gdzie dano mi do zrozumienia, że też nie mają miejsc, ale mnie przyjmą bo muszą. Do godz.11 siedziałam na oddziale na korytarzu, bo nie było wolnego łóżka. W końcu zrobiono mi usg, które potwierdziło zgon maleństwa. Dostałam łóżko, litr kroplówki i globulki dopochwowe. Zaczęłam krwawić. Zgłosiłam ten fakt pielęgniarkom. Co 2 godziny dostawałam te globulki, chociaż mówiłam  wielokrotnie że mam obfity krwotok i bardzo mnie boli. Na moje prośby o zbadanie wciąż padała jedna odpowiedź: „Niedługo będzie lekarz, to panią zbada”. Mimo zapewnień lekarz pojawił się dopiero ok. godz.20 (Ja byłam na czczo od poprzedniego dnia od 22, więc byłam już bardzo osłabiona. Niewiarygodnie chciało mi się pić). Pani doktor po moich usilnych prośbach zgodziła się (!) mnie w końcu zbadać. Okazało się że żadnego rozwarcia nie ma, a krwotok był tak silny, że dosłownie w pięć minut znalazłam się na stole zabiegowym. Potem już wszystko zdarzyło się błyskawicznie i od razu dostałam kilka kroplówek pod rząd. Następnego dnia rano wypisano mnie do domu.

Nikt mnie nie poinformował o moich prawach, ani nie pytał czy chcę się zobaczyć z psychologiem. Dwa tygodnie L-4, a potem do pracy i najlepiej by było, żebym udawała że nic się nie stało. Zero informacji o zgłaszaniu faktu martwego urodzenia do USC.

 

Napisałam list do szpitala, żądając zgłoszenia. Odpowiedź, którą dostałam, zamieszczam w załączeniu. Czy ja mam jakiekolwiek szanse w walce ze szpitalem i systemem w obliczu polityki naszego państwa? Z tego co widzę, rządzący nie uznają za ludzi płodów na tyle małych, że nie da się „gołym okiem„ obejrzeć ich organów płciowych…

 

 

comments powered by Disqus