Szpitalna codzienność poronień.
Historia pierwsza (list do Ministra Zdrowia).
 
Pan Bartosz Arłukowicz
Minister Zdrowia
 
Szanowny Panie Ministrze.
 
Chciałam przedstawić swoje doświadczenia związane z poronieniem, utratą Dziecka.
 
Rok 2008, Szpital na Inflanckiej w Warszawie.
Zostaję przyjęta do szpitala, ponieważ zarodek obumarł w 8 tygodniu ciąży. Podano mi tabletki poronne i kazano czekać. Usłyszałam że być może będzie konieczny zabieg ale nikt mi nie wytłumaczył o co dokładnie chodzi. Kiedy zabieg będzie konieczny a kiedy nie.
Leżę na sali 5 osobowej, obok mnie kobieta w 9 miesiącu ciąży, przy niej mąż, co jakiś czas podpinają ją do KTG, słychać bicie serca jej dziecka. Para rozmawia pełna nadziei o tym że zaraz utulą swoje Maleństwo. Ja już nie utulę.
O godzinie 23-ciej przychodzi pielęgniarka i zabiera mnie do pokoju zabiegowego lekarz karze podpisać jakieś papiery. Gdy pytam się o co chodzi słyszę: "albo Pani podpisze albo się Pani wykrwawi na śmierć". Żadnych więcej wyjaśnień. Podpisuje.
Budzę się spowrotem na sali, całą noc słyszę krzyk rodzących kobiet i płacz nowonarodzonych dzieci. Mam wrażenie że zwariuje. Płaczę całą noc.
Wracam do domu następnego dnia. Czuje się zdewastowana psychicznie.
 
Rok 2010, Szpital na Solcu w Warszawie.
W 10 tygodniu dowiaduje się, że serce mojego Dziecka przestało bić. Dostaje od lekarza skierowanie do szpitala oraz radę abym nie płakała bo wystraszę mu pacjentki w poczekalni.
W szpitalu płaczę i słyszę od personelu abym przestała histeryzować bo przecież nic się nie stało. Od razu zostaje zabrana na zabieg, zanim narkoza zaczyna działać słyszę jak lekarz opowiada pielęgniarce żart, potem obydwoje się śmieją.
Budzę się na sali i znowu to samo. Całą noc słyszę porody i płaczące dzieci. Mam wrażenie, że to jakiś koszmar, mam ochotę zniknąć.
Następnego dnia wracam do domu i pogrążam się w głębokiej depresji.
Zastanawiam się dlaczego nikt ze mną nie porozmawiał, dlaczego nikt nie zaproponował pomocy psychologa. Słyszałam tylko, że nic się nie stało.
 
Rok 2014, Szpital na Kondratowicza w Warszawie.
Czekam na KTG, zostaje przywieziona młoda dziewczyna z poronieniem w toku. Gabinet izby przyjęć nie ma drzwi, jest tylko parawan więc wszystko słyszę. Okazuje się że Dziewczyna nie ma ubezpieczenia ani pieniędzy żeby zapłacić za zabieg, pyta się pielęgniarki co ma zrobic. Na co słyszy "Trzeba było pomyśleć zanim się zaszło w ciąże, (…) jak Pani się tak będzie zachowywać to jak się Pani zajmie Dzieckiem?". Słychać słaby głos Dziewczyny "Jakim
Dzieckiem?". Pielęgniarka każe Dziewczynie się rozebrać i usiąść na fotelu ginekologicznym, gdy już bada ją lekarz wchodzi drugi i z lodówki stojącej naprzeciwko fotela ginekologicznego wyjmuje pęto kabanosów. Cały czas rozlega się głośny dźwięk KTG z sali obok.
Mam ochotę stamtąd uciec ale nie mogę bo sama obawiam się o swoje Dziecko, które od rana się nie rusza.
 
Trudno mi uwierzyć, że tak traktuje się kobiety w niezwykle trudnym dla nich czasie. W dwudziestym pierwszym wieku. W stolicy europejskiego kraju.
 
W związku z powyższym chciałabym uprzejmie zapytać, jakie działania podejmuje Ministerstwo Zdrowia w kierunku przeciwdziałania nieludzkiemu traktowaniu przez szpitale kobiet po poronieniu, kiedy to zmusza się je do przebywania często na jednej sali z kobietami w ciąży, tuż przed rozwiązaniem, przyprawiając tym samym kobiety, które właśnie przeszły dramat utraty dziecka, o niewyobrażalne wręcz cierpienie psychiczne, dodatkowo nie zapewniając im żadnej pomocy psychologicznej.
 
Mogę ostatecznie zrozumieć, że w polskich szpitalach śmierć (także śmierć dzieci, także śmierć dzieci nienarodzonych) jest zjawiskiem na tyle powszechnym, iż na personelu medycznym nierzadko nie robi ona najmniejszego wrażenia, przez co kobiety, którym zmarło dziecko, traktowane są tam wręcz przemysłowo, niczym przedmiot, “kawałek mięsa”, który trzeba jedynie medycznie zaopatrzyć, aby nie krwawił, aby go można było możliwie jak najszybciej “wypisać do domu”.
 
Skoro więc godzimy się na to, iż niestety niejednokrotnie poza zasięgiem “odruchowej wrażliwości” personelu medycznego, a czasami poza zasięgiem możliwości lokalowych szpitala, leży zadbanie o to, aby kobiecie po poronieniu nie przysparzać dodatkowych cierpień psychicznych, “fundując” jej np. słuchanie KTG robionego innej pacjentce, leżącej na łóżku obok (!!!), to uważam, że należałoby tutaj oczekiwać zdecydowanych i konkretnych działań ze strony Ministerstwa Zdrowia.
 
Należałoby w mojej ocenie tą kwestię uregulować np. za pomocą rozporządzenia wydanego przez Ministra Zdrowia i zwyczajnie prawnie zakazującego umieszczania kobiet po poronieniu na jednej sali, czy wręcz na jednym korytarzu, z pacjentkami w ciąży, czekającymi na poród. Lub przynajmniej wielce pożądanym byłoby zapewnić pacjentce po poronieniu dostęp do natychmiastowej, fachowej pomocy psychologa. Zwłaszcza, gdy warunki lokalowe szpitala nie pozwalają na wydzielenie na potrzeby pacjentek po poronieniu miejsca odseparowanego od obecności pacjentek oczekujących na planowy poród.
 
I stąd właśnie moje pytanie o działania, jakie podejmuje (o ile w ogóle jakieś podejmuje?) w tej kwestii Ministerstwo Zdrowia. 
 
Treść niniejszego pisma została równocześnie przedstawiona do wiadomości Biura Rzecznika Praw
Pacjenta w związku z podejrzeniem naruszania przez szpitale art. 20 oraz 22 Ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta
 
Z poważaniem,
(imię i nazwisko do wiadomości autora serwisu poronienie.info)
 
______________________________________________________________________
Poniżej publikujemy odpowiedzi otrzymane na powyższe pismo zarówno z Ministerstwa Zdrowia jak i z Biura Rzecznika Praw Pacjenta. 

odp. Biuro Rzecznika Praw Pacjenta str. 1

odp. Biuro Rzecznika Praw Pacjenta str. 2

__________________________________________________________________

odp. Ministerstwo Zdrowia  str. 1

odp. Ministerstwo Zdrowia  str. 2

W odpowiedzi na powyżej zamieszczone pismo z Ministerstwa Zdrowia, Autorka wystosowała w dniu 7 stycznia 2015r. kolejne pismo o następującej treści:
 
Pan Bartosz Arłukowicz
Minister Zdrowia
 
Szanowny Panie Ministrze.
 
W nawiązaniu do odpowiedzi Departamentu Matki i Dziecka z dnia 3 listopada 2014 oznaczonej sygnaturą MZ-MD-L-051-9/JC/14 chciałabym zwrócić uwagę na fakt, że przygotowanie personelu medycznego do opieki nad kobietą w trakcie i po poronieniu jest w mojej ocenie w wielu przypadkach niewystarczające lub przeprowadzane w sposób niewłaściwy.
 
Sama przeżywając tragedię poronienia oraz będąc świadkiem traktowania kobiet w tym trudnym dla nich czasie nie spotkałam się z przejawem choćby zrozumienia czy empatii, nie wspominając o wsparciu psychologicznym ze strony lekarza, położnej czy pielęgniarki. Zdaję sobie sprawę z tego, że empatii oraz szacunku do pacjenta nie sposób na personelu medycznym wymusić żadnym prawem ani żadnymi przepisami, natomiast uświadamianie personelu medycznego w jaki sposób obchodzić się z kobietami roniącymi może odnieść pozytywne efekty w tym zakresie.
 
W związku z powyższym chciałabym uzyskać informację jakie konkretnie działania podejmuje Ministerstwo Zdrowia w celu podniesienia świadomości społecznej, przede wszystkim jednak w celu podniesienia świadomości personelu medycznego w jaki sposób obchodzić się z kobietą przeżywającą traumę utraty Dziecka bez względu na czas trwania ciąży.
 
Ulotka oraz informator którą opracowało Ministerstwo Zdrowia z pewnością ma dużą wartość merytoryczną dla kobiet w ciąży oraz planujących macierzyństwo. Przedstawianie jednak tego typu materiałów kobiecie po stracie wydaje mi się co najmniej nie na miejscu. Przede wszystkim obydwa dokumenty przedstawiają uśmiechnięte kobiety w zaawansowanej ciąży, żywe noworodki przy piersi oraz uśmiechniętego bobaska czyli wszystko to co kobiecie po poronieniu nie jest dane i już nie będzie ponieważ Dziecko, które nosiła nie żyje. Sama treść dokumentów w żaden sposób nie nawiązuje do tematu poronienia a czytanie ich przez kobiety w tak trudnym czasie mogę porównać jedynie do tortury. Nie bardzo też widzę tu cel jakim jest podniesienie świadomości społecznej w temacie utraty dziecka a jedynie świadomości kobiet w ciąży, połogu oraz opiekujących się swoim nowo narodzonym dzieckiem. Kobieta po poronieniu jest w zupełnie innej sytuacji.
 
Z poważaniem,
(...)
 
______________________________________________________________________
Poniżej odpowiedź z Ministerstwa Zdrowia:
 

odp. Ministerstwo Zdrowia  str. 1

odp. Ministerstwo Zdrowia  str. 1

comments powered by Disqus