Pismo do Ministra Zdrowia
Data wysłania 17 marca 2014
_____________________________________________________________
 
Pan Minister Bartosz Arłukowicz
Ministerstwo Zdrowia
ul. Miodowa 15
00-952 Warszawa
 
 
Szanowny Panie Ministrze.
 
Wg znanych mi statystyk, rocznie, w Polsce, dochodzi do około 35 tysięcy poronień w pierwszym trymestrze ciąży. Teoretycznie, bez względu na długość trwania ciąży, kobieta po poronieniu ma prawo (w ramach ubezpieczenia zdrowotnego w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych) do urlopu macierzyńskiego w wymiarze 56 dni, do zasiłku macierzyńskiego, oraz do zasiłku pogrzebowego, o ile rodzice zdecydują się na pochowanie dziecka.
 
Teoretycznie, ponieważ w praktyce, aby skorzystać z tych praw, kobieta musi zdobyć akt urodzenia dziecka wydany przez Urząd Stanu Cywilnego, a tu z kolei USC wyda akt urodzenia z adnotacją o martwym urodzeniu (zastępujący akt zgonu) tylko w przypadku, gdy na pisemnym zgłoszeniu urodzenia dziecka przesłanym do USC przez szpital, w którym doszło do poronienia (czyli do martwego urodzenia, bo zgodnie z obowiązującym stanem prawnym każde poronienie jest także martwym urodzeniem), szpital wpisze jakąś płeć dziecka. Jaką - jest nieistotne, ponieważ ani wymiar urlopu macierzyńskiego, ani wysokość zasiłku pogrzebowego, jak wiadomo, nie zależą w najmniejszym stopniu do tego, czy martwo urodzonym dzieckiem był chłopczyk czy dziewczynka.
 
Od wielu lat podlegli Panu i Pana poprzednikom urzędnicy Ministerstwa Zdrowia prowadzą jakąś z mojego punktu widzenia niewytłumaczalną grę ze szpitalami oraz rodzicami dzieci, których spotkało nieszczęście utraty dziecka, czyli poronienia, czyli martwego urodzenia, przy czym martwo urodzone dziecko było “za małe” aby można było “naocznie” określić jego płeć.
 
W wielu dokumentach produkowanych już niemal seryjnie przez podległych Panu urzędników, a kierowanych bezpośrednio do szpitali, lub np. publikowanych w odpowiedzi na interpelacje poselskie, padają w mojej ocenie nie mające żadnego pokrycia w istniejącym stanie prawnym twierdzenia, które nieobeznani z prawem pracownicy szpitali traktują jako tak zwane “przepisy” (skoro coś wyszło spod rąk urzędnika ministerstwa zdrowia, to automatycznie i bezdyskusyjnie jest traktowane jako “przepisy” - takie są realia panujące np. w szpitalach publicznej służby zdrowia), odmawiając rodzicom martwo urodzonego dziecka dokonania ustawowej powinności szpitala, jaką jest zgłoszenie martwego urodzenia do USC, dopóki rodzice dziecka nie wykonają na własny koszt badania genetycznego ustalającego płeć dziecka.
 
Oto kilka przykładów tych w mojej ocenie kuriozalnych wystąpień podległych Panu urzędników, które przyczyniają się później do odmowy przez szpital dopełnienia ustawowego obowiązku zgłoszenia martwego urodzenia do USC.
 
1. Pan Sekretarz Sopliński. Odpowiedź z dnia 25 kwietnia 2012 na interpelację nr 3346 w sprawie formalności niezbędnych do zarejestrowania dziecka martwo urodzonego.
 
“ Pamiętać należy, iż we wczesnym okresie ciąży dokument pisemne zgłoszenie urodzenia dziecka szpital wystawia wówczas, gdy:
   - istnieją dowody potwierdzające badaniem histopatologicznym obecność tkanek płodu, czyli martwe urodzenie,
   - określono płeć płodu.”
 
“ Jak wynika z powyższego, zgodnie z obowiązującymi przepisami brak możliwości stwierdzenia w badaniu histopatologicznym obecności tkanek płodu uniemożliwia wystawienie pisemnego zgłoszenia urodzenia dziecka.”
 
“W kwestii możliwości określenia płci, jest to możliwe niezależnie od czasu trwania ciąży poprzez wykonanie badań genetycznych tkanek płodu. Badania te nie są badaniami wykonywanymi standardowo; wykonuje się wyłącznie na życzenie i koszt osób uprawnionych, wnioskujących o wystawienie pisemnego zgłoszenia urodzenia dziecka.”
 
Pan Sekretarz Sopliński, pytany przeze mnie na piśmie o podstawy prawne dla powyższych twierdzeń, oczywiście nie udzielił żadnej odpowiedzi. Czyżby dlatego, że nie ma żadnych podstaw (prawnych) do głoszenia tego typu twierdzeń?
 
2. Pani Dyrektor Korbasińska. Pismo z dnia 26 września 2011 roku, sygnatura MZ-MD-051-2350-1/KC/11.
 
“Warunkiem przygotowania kompletnie wypełnionego dokumentu w bardzo wczesnym okresie ciąży jest określenie płci w badaniach genetycznych tkanek płodu. Badania te można wykonać niezależnie od czasu trwania ciąży - wyłącznie na życzenie i koszt osób uprawnionych, wnioskujących o wystawienie Pisemnego zgłoszenia urodzenia dziecka, a warunkiem wykonania takich badań jest uprzednie mikroskopowe stwierdzenie tkanek płodu w materiale biologicznym uzyskanym z wyłyżeczkowania jamy macicy.”
 
Brzmi znajomo, prawda?
Oczywiście również Panią Dyrektor Korbasińską zapytałem, na piśmie, o podstawy prawne dla powyższych twierdzeń. W chwili obecnej nie został jeszcze przekroczony ustawowy (czyli wynikający z art. 35 §3 k.p.a.) termin miesiąca na udzielenie odpowiedzi. Szczerze przyznam, że tu również odpowiedzi się nie spodziewam. Spodziewam się raczej sporych trudności ze wskazaniem podstawy prawnej dla cytowanych powyżej twierdzeń.
 
3. Pani Dyrektor Korbasińska. Komunikat z dnia 14 października 2012 roku w sprawie rejestracji dzieci martwo urodzonych w urzędach stanu cywilnego, zamieszczony na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia.
 
"Bezpodstawne jest żądanie przez podmiot leczniczy wydania decyzji administracyjnej o odmowie sporządzenia aktu urodzenia z adnotacją o martwym urodzeniu w przypadku, gdy rodzice nie są zainteresowani rejestracją tego zdarzenia (nie dokonali ustnego zgłoszenia)."
 
Zadałem Pani Dyrektor pytanie, dlaczego uważa, że rejestracja martwego urodzenia w USC następuje wtedy, gdy rodzice “są zainteresowani rejestracją tego zdarzenia”, gdyż z treści Ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego wynika obowiązek rejestracji każdego martwego urodzenia. 
 
Pani Dyrektor co prawda udzieliła odpowiedzi na moje pismo, w którym było zawarte to pytanie, jednak najwyraźniej akurat to pytanie musiało pechowo umknąć jej uwadze, gdyż nie odniosła się do niego ani jednym słowem. Zapewne przez czysty przypadek - nie podejrzewam tu złej woli i celowego działania pominięcia niewygodnego pytania, na które być może nie sposób udzielić żadnej innej odpowiedzi niż “Nie istnieją podstawy prawne dla tego stwierdzenia zawartego w przedmiotowym Komunikacie”...
 
Co więcej, zamiast odpowiedzi na powyższe pytanie, pojawiła się w moim odczuciu głęboko dla mnie obraźliwa sugestia, że najwyraźniej nie zrozumiałem po prostu treści tego komunikatu, ponieważ był on kierowany nie do rodziców dzieci martwo urodzonych, a “do profesjonalistów”. Jeśli trudno Panu Ministrowi dać wiarę, że podległa Panu urzędniczka, zamiast udzielić po prostu odpowiedzi na zadane jej, konkretne pytanie, mogła sugerować obywatelowi niezrozumienie treści komunikatu kierowanego “do profesjonalistów”, to proszę o zapoznanie się z treścią pisma o sygnaturze MZ-MD-P-075-4999-4/KC/14 z dnia 18 lutego 2014 roku.
 
4. Krajowy Konsultant w Dziedzinie Ginekologii i Położnictwa. Rozesłane do szpitali, w celu bliżej nieznanym, pismo z Departamentu Prawnego Ministerstwa Zdrowia z dnia 5 maja 2011 roku, sygnatura MZ-PR-WL-024-26332-3/KBR/11.
 
,,w przypadku, gdy wpisanie niektórych danych jest utrudnione bądź niemożliwe, w szczególności, kiedy nie można określić płci martwo urodzonego dziecka, przy wypełnianiu dokumentów potwierdzających urodzenie martwego dziecka dopuszczalne wydaje się stosowanie uprawdopodobnienia danych, lub, gdy jest to niemożliwe, niewpisywanie niektórych danych. 
Takie uprawdopodobnienie może zostać dokonane przez pracownika zakładu opieki zdrowotnej w drodze np. badania USG, które jednak w zakresie określenia płci nie dają 100% pewności. Możliwe jest ponad to wykonanie badań genetycznych, które mogą zostać wykonane wyłącznie na żądanie i koszt pacjenta”.
 
Dopuszczalne “wydaje się”. A mnie na przykład “wydaje się”, że niedopuszczalne jest niewpisanie “niektórych danych” - bo to wynika wprost z treści Ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego, gdyż Ustawa nie definiuje wyjątków, w których szpital mógłby pewnych danych w przypadku martwego urodzenia nie wpisać. I kto ma rację? Krajowy Konsultant, czy ja? Ja mam na poparcie mojego “wydaje się” treść Ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego. Co ma na poparcie swojego “wydaje się” Krajowy Konsultant? Nie wiadomo.
 
A na jakiej to podstawie (prawnej, oczywiście) Krajowy Konsultant stwierdził, że badanie genetyczne wykonuje się “na koszt i żądanie pacjenta”? I to “wyłącznie”? Nie wiadomo.
 
5. Pan Rzecznik Bąk. Artykuł opublikowany w Dużym Formacie Gazety Wyborczej z dnia 27 lutego 2014r. pod tytułem “Musisz pochować 3 milimetry”.
 
“Rodzice, którzy chcą wystawić akt urodzenia martwego dziecka, powinni zdecydować się na określenie płci w badaniach genetycznych.
 
- Wykonuje się je wyłącznie na życzenie i koszt osób wnioskujących o wystawienie takiego zgłoszenia - zaznacza Bąk.”
 
I znowu - brzmi znajomo. Gdzieś to już widzieliśmy. Ta sama urzędnicza “mantra”...
 
6. Pani Dyrektor Korbasińska. Artykuł opublikowany na portalu radia TOK FM w dniu 28 lutego br. pod tytułem  “Szpital nie określi płci zmarłego płodu. A bez tego zasiłku nie będzie”. 
 
“Dlaczego każe się płacić rodzicom za badania genetyczne, których celem jest określenie płci? - Określenie wyniku badań genetycznych płodu po poronieniu nie jest świadczeniem zdrowotnym, nie służy leczeniu. I dlatego nie jest finansowane ze środków publicznych - wyjaśnia dyrektor Korbasińska.” 
 
O ile mi wiadomo, każdy szpital ponosi wiele różnych wydatków związanych ze swoją działalnością, ani nie będących świadczeniami zdrowotnymi, ani nie służących leczeniu (choćby energia elektryczna, woda itp.) Czy jednak konkluzja, jaką dzieli się z czytelnikami Pani Dyrektor, ma jakiekolwiek podstawy prawne? 
 
Skąd bierze się sugerowany przez Panią Dyrektor (także na antenie TOK FM, w audycji wyemitowanej w dniu 23 lutego br.) związek przyczynowo skutkowy między faktem braku refundacji szpitalowi kosztów badania  genetycznego ustalającego płeć martwo urodzonego dziecka a koniecznością poniesienia tego wydatku przez rodziców dziecka? Jaka jest prawna podstawa do tworzenia takiego związku przyczynowo-skutkowego w tym konkretnym przypadku? Czy urzędnikowi Ministerstwa Zdrowia wolno publicznie twierdzić “cokolwiek”, bez konieczności podania podstawy prawnej dla takiego twierdzenia? 
 
Szanowny Panie Ministrze (Zdrowia),
zapytam wprost - czy podlegli Panu urzędnicy mogą bez żadnych konsekwencji wydawać oficjalne dokumenty, sygnowane pieczęcią Ministerstwa Zdrowia, zawierające twierdzenia w mojej ocenie niemające poparcia w istniejącym stanie prawnym, które potem szpitale wykorzystują (nazywając je “przepisami”) do działań wbrew prawu? Bo czyż działaniem wbrew prawu nie jest żądanie od rodziców dziecka martwo urodzonego poniesienia kosztów genetycznego ustalenia jego płci? 
 
Co więcej, jeśli zapozna się Pan Minister z treścią pisma z dnia 18 lutego 2014 roku, sygnatura MZ-PR-WL-024-38450-1/-KB/14, podpisanego przez Pana Dyrektora Puzonia, to dowie się Pan Minister, że tego rodzaju twierdzenia, które przytoczyłem powyżej, są jedynie “opiniami prawnymi”, i “z oczywistych względów nie mają one mocy obowiązującej”. I to jest akurat rzecz oczywista, że są to “dzieła światłej myśli urzędniczej” jednakowoż niemające żadnej mocy obowiązującej. Dobrze się stało, że choć jeden z Panu podległych urzędników miał odwagę to uczciwie przyznać wprost. 
 
W jakim więc celu podlegli Panu Ministrowi urzędnicy produkują pisma, dokumenty, komunikaty, wystąpienia w mediach, zawierające twierdzenia, które “nie mają mocy obowiązującej”? 
 
Bo po co w oficjalnym piśmie, kierowanym do wszystkich szpitali w kraju, Krajowy Konsultant pisze, że badanie genetyczne ustalające płeć dziecka wykonywane jest wyłącznie na żądanie i koszt rodziców dziecka, skoro to “nie ma mocy obowiązującej”?
Nie ma, ale za to daje szpitalowi doskonałą “podkładkę” do odmowy zrealizowania obowiązku narzuconego mu przez Ustawę, czyli obowiązku zgłoszenia martwego urodzenia w USC poprzez przesłanie do USC kompletnie wypełnionego pisemnego zgłoszenia urodzenia dziecka.
 
W jakim celu w oficjalnym komunikacie Departament Matki i Dziecka umieszcza sformułowanie, mogące wytworzyć mylne wrażenie, że rejestracja martwego urodzenia w USC to czasem najwyraźniej jedynie pusty kaprys rodziców, a nie ustawowy obowiązek szpitala, w którym do takiego martwego urodzenia doszło?
 
Ustawa mówi: “1. Urodzenie dziecka należy zgłosić w ciągu 14 dni od dnia urodzenia.
2. Jeżeli dziecko urodziło się martwe, zgłoszenie takiego zdarzenia powinno nastąpić w ciągu 3 dni.”, a Pani Dyrektor Korbasińska w Komunikacie pisze "Bezpodstawne jest żądanie przez podmiot leczniczy wydania decyzji administracyjnej (...) gdy rodzice nie są zainteresowani rejestracją tego zdarzenia (nie dokonali ustnego zgłoszenia)."?
 
Ustnego zgłoszenia???? Czy Pani Dyrektor właśnie stworzyła sobie powyżej jakieś własne, wirtualne, alternatywne prawo do nierejestrowania każdego martwego urodzenia, a jedynie tych, kiedy rodzice “są zainteresowani”, czy ja jedynie odnoszę takie mylne wrażenie?
 
Czy w Pana ocenie, Panie Ministrze, podlegli Panu urzędnicy Ministerstwa rozumieją definicję i mają świadomość istnienia czegoś takiego jak “podstawa prawna” dla wygłaszanych przez nich publicznie twierdzeń? Czy mają świadomość, jakie realne skutki w rzeczywistym świecie mają te ich wystąpienia, traktowane np. przez szpitale jako “przepisy”?
 
Mam nadzieję, że gorący czas przedwyborczy mimo wszystko pozwoli Panu Ministrowi dotrzymać przysługującego Panu na odpowiedź na powyżej postawione pytania ustawowego terminu wynikającego z art. 35 k.p.a. W myśl hasła, które mam nadzieję nadal obowiązuje: “By żyło się lepiej”. Rodzicom dzieci martwo urodzonych. Tych, które były “za małe”, aby można było w prosty sposób określić ich płeć.
 
W związku z tym, że problem poruszany w niniejszym piśmie dotyczy kilkudziesięciu tysięcy rodziców każdego roku, pełna treść niniejszego zapytania już jest opublikowana, a odpowiedź - jeśli ją otrzymam - zostanie opublikowana na stronie internetowej poronienie.info
 
Z poważaniem.
(...)
comments powered by Disqus